Cudze problemy potrafią sprawić, że własne zaczynają wydawać się błahe. Ktoś przechodzi przez rozwód, ktoś stracił pracę, a my mamy przecież za co żyć i do kogo wrócić. Tyle że porównanie nie wyjaśnia, dlaczego coraz trudniej zasnąć albo odpocząć bez poczucia winy. Przy szukaniu pomocy więcej mówi o nas to, jak funkcjonujemy na co dzień, niż to, czy potrafimy wskazać kogoś w trudniejszej sytuacji.
Kiedy porównanie odbiera prawo do własnych emocji
Spojrzenie na cudzą sytuację może pomóc odzyskać perspektywę. Problem pojawia się wtedy, gdy po każdym takim porównaniu zamykamy rozmowę ze sobą słowami: „Nie mam na co narzekać”. Zamiast przyjrzeć się temu, co nas obciąża, sprawdzamy, czy mamy wystarczająco dobry powód, żeby w ogóle o tym mówić.
Można doceniać swoje życie i jednocześnie źle znosić to, co się w nim dzieje. Stała praca daje bezpieczeństwo finansowe, ale nie chroni przed przeciążeniem. Bliska relacja może być ważna i dobra, a mimo to pewne rozmowy w niej pozostają trudne. Te doświadczenia nie unieważniają się nawzajem.
Umniejszaniu sprzyjają też zdania, które słyszeliśmy wcześniej: „Nie przesadzaj”, „Weź się w garść”, „Każdy ma jakieś problemy”. Jeśli długo były odpowiedzią na nasze trudności, możemy zacząć powtarzać je sobie nawet wtedy, gdy nikt już ich nie wypowiada. Własne zmęczenie staje się wtedy czymś, co należy przemilczeć, żeby nie wyjść na osobę roszczeniową lub niewdzięczną.
„Przecież sobie radzę” może opisywać tylko część sytuacji
Obecność w pracy i wykonane obowiązki są widoczne. Znacznie mniej widać, ile wysiłku kosztują. Można dotrzymywać terminów, a wieczorem nie mieć siły na rozmowę z partnerem. Można zadbać o wszystkich domowników, a własny odpoczynek stale odkładać na później.
Dlatego samo pytanie „Czy jeszcze daję radę?” bywa niewystarczające. Warto przyjrzeć się również temu, co dzieje się po zakończeniu obowiązków. Czy zostaje przestrzeń na rzeczy, które wcześniej sprawiały przyjemność? Czy odpoczynek pozwala odzyskać siły? Jak długo utrzymuje się napięcie i czy zaczyna wpływać na relacje?
Nie są to pytania do samodzielnego stawiania diagnozy. Pomagają zauważyć własną sytuację bez odnoszenia jej do cudzego życia. Jeśli trudności utrzymują się, nasilają albo coraz wyraźniej przeszkadzają w codzienności, warto porozmawiać o nich ze specjalistą.
Nie trzeba najpierw rozstrzygnąć, czy potrzebna jest terapia
Do porównywania się z innymi czasem dochodzi kolejna bariera: przekonanie, że przed umówieniem wizyty trzeba już wiedzieć, co jest problemem i jakiej pomocy się oczekuje. Tymczasem właśnie ta niepewność może być powodem rozmowy. Można zauważać, że coś od dłuższego czasu jest trudne, nie umiejąc jeszcze tego nazwać.
W takiej sytuacji wstępna konsultacja psychologiczna służy przyjrzeniu się trudnościom i omówieniu możliwych dalszych kroków. Pierwsze spotkanie nie oznacza automatycznie rozpoczęcia długotrwałej psychoterapii. Pozwala zapytać, jaka forma wsparcia może być odpowiednia, i porozmawiać również o wątpliwościach dotyczących korzystania z pomocy.
Zamiast przygotowywać uzasadnienie, dlaczego nasze problemy są dostatecznie poważne, można opowiedzieć o konkretnej zmianie: od pewnego czasu trudno się skupić, po pracy nie udaje się odpocząć albo drobne nieporozumienia kończą się wycofaniem z kontaktu. Taki opis daje punkt wyjścia do rozmowy.
Cudzej trudności nie trzeba stawiać obok swojej
Zdanie „inni mają gorzej” może pozostać prawdziwe, a mimo to nie pomagać w podjęciu decyzji. Zawsze znajdzie się ktoś, kto przeżywa więcej. Czekanie, aż własna sytuacja stanie się równie trudna, przesuwa szukanie wsparcia na bliżej nieokreśloną przyszłość.
Warto więc na chwilę odłożyć porównanie i zapytać: „Co w moim codziennym życiu wymaga teraz uwagi?”. Odpowiedź może dotyczyć sprawy, która z zewnątrz wygląda zwyczajnie. Jeżeli jednak regularnie odbiera spokój lub utrudnia funkcjonowanie, zasługuje na spokojne przyjrzenie się jej także wtedy, gdy ktoś inny mierzy się z czymś trudniejszym.
Materiał przygotowała Redakcja Blogu Medycznego. Informacje mają charakter edukacyjny i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Jak przygotowujemy treści
